fbtw

pozostałe newsy

NASZE WYWIADY

NASZE FELIETONY

strefa tabel i wyników

Puchar Świata

 Imię i nazwiskoPunktyStrata
1 Stefan Kraft 1659 -
2 Karl Geiger 1519 -140
3 Ryoyu Kobayashi 1178 -481
4 Dawid Kubacki 1169 -490
5 Kamil Stoch 1031 -628
6 Stephan Leyhe 917 -742
7 Marius Lindvik 906 -753
8 Peter Prevc 789 -970
9 Daniel Andre-Tande 721 -938
10 Philipp Aschenwald 622 -1037

Puchar Świata Kobiet

 Imię i nazwiskoPunktyStrata
1 Maren Lundby 1220 -
2 Chiara Hoelzl 1155 -65
3 Eva Pinkelnig 1029 -191
4 Sara Takanashi 785 -435
5 Katherina Althaus 617 -603
6 Daniela Iraschko-Stolz 506 -714
7 Nika Kriznar 497 -723
8 Ema Klinec 496 -724
9 Marita Kramer 475 -745
10 Silje Opseth 472 -748

WYNIKI

test

Konkurs w: -

  • 1.
  • 2.
  • 3.
  • 4.
  • 5.

test

Konkurs w: -

  • 1.
  • 2.
  • 3.
  • 4.
  • 5.

test

Konkurs w: -

  • 1.
  • 2.
  • 3.
  • 4.
  • 5.

KOLEJNE ZAWODY

test

Konkurs w: - 

  • Rodzaj: -
  • Miejsce: -
  • Nazwa skoczni: - 
  • Data zawodów: -
  • Rekord: -

test

Konkurs w: -

  • Rodzaj: -
  • Miejsce: -
  • Nazwa skoczni: - 
  • Data zawodów: -
  • Rekord: -

test

Konkurs w: -

  • Rodzaj: -
  • Miejsce: -
  • Nazwa skoczni: - 
  • Data zawodów: -
  • Rekord: -

Kalendarz Letniego Grand Prix 2020

Data zawodówMiejsceRekord skoczni
- - -
- - -
- - -
- - -
- - -
- - -
- - -
- - -
- - -
- - -

Pobierz kalendarz

pobierz kalendarz
Bez nazwy 2
Logo

Sezon 2019/2020 od ponad miesiąca jest jedynie historią. Ale czy ktoś będzie w ogóle pamiętał o jego przebiegu? Tak, na pewno wszyscy na długo będziemy wspominać odwołane końcowe konkursy oraz ich powód. Koronawirus, choć wcale nie przyszedł niespodziewanie, storpedował wiele sportowych planów. I zawładnął naszym myśleniem.

Z pewnością każdy sezon dla fana skoków wiąże się z innymi wspomnieniami. Zapamiętujemy wspaniałe i niespodziewane chwile oraz postać, która deklasowała rywali. A co najbardziej kojarzy nam się z ubiegłym sezonem? Koronawirus. Jakby nie wystarczył Wiatr, który usilnie wykradał partie samych zawodników!

Jakby nie było, mam cichą nadzieję na to, że w pamięci niektórych kibiców bardziej wyryją się osiągnięcia naszych zawodników oraz fakt, że był to debiut Michala Doležala na stanowisku głównego trenera naszej reprezentacji. Nie zapominajmy, że poza koronawirusem dużo się działo w tym sezonie. Choć Pan COVID-19 usilnie stara się, żeby wszystko piękne zostało zatarte w naszej pamięci, to tym bardziej trzeba to przypominać. Wybaczcie, że będę pisała tylko o Polakach. Nie mam zamiaru umniejszać roli zagranicznych zawodników. Gdybym jednak chciała pisać o wszystkim, to chyba bym musiała napisać książkę, i to dość obszerną. Poza tym ten sezon trudno opisać jakimiś słowami –  to trzeba było po prostu zobaczyć.

Niemniej, ocenić naszego trenera jakoś trzeba. Żeby nie poczuł się zbyt pokrzywdzony przez obecną sytuację, że tak mało o nim mówią. Z drugiej strony, mógłby się także ucieszyć z takiego obrotu sprawy, bo polscy kibice stale mają pewien niedosyt i wszystkie niedociągnięcia lubią wygarniać trenerowi. Jednak ja go trochę pochwalę! Oczywiście, narzekania też nie zabraknie, bo idealnie z pewnością nie było.

Zacznijmy od początku – a początek był, jak na polskie nadzieje, po prostu przeciętny. O ile sama Wisła dała nam powody do radości w postaci drużynowego, a także indywidualnego podium –  Kamila Stocha, to podczas dwóch następnych weekendów wszystko przeminęło z wiatrem – dosłownie i w przenośni. Nie trzeba być ekspertem w tej dyscyplinie, żeby zauważyć, że każdy skoczek woli mieć „pod narty” – nawet jeśli odejmuje się za to punkty. Jednak przeliczniki to osobny temat. W każdym razie – albo mieliśmy pecha, albo po prostu „czegoś brakowało”. Niedosyt zwiększał się coraz bardziej…

I w końcu nadeszło nasze magiczne Klingenthal. Dlaczego nasze, skoro niemieckie? Bo to właśnie tu, na początku „ery Horngachera”, polska drużyna pierwszy raz w historii wygrała konkurs drużynowy. Było to 3 grudnia 2020 r. Trzeba takie rzeczy przypominać, bo zdeklasowaliśmy wtedy rywali – druga drużyna Niemców straciła do nas 41,5 pkt! I tym razem, nieco ponad 3 lata później, Klingenthal uśmiechnęło się do nas w konkursie drużynowym, a tym razem byliśmy lepsi od naszych zachodnich sąsiadów – sklasyfikowanych tym razem na 6. pozycji – aż o 152 punkty! Jednak wspaniałej dyspozycji Polaków nie było już widać następnego dnia. Nie chodzi o to, że raz mieli formę, raz nie, bo to nie jest kwestia dnia. Stać ich było na świetne występy, ale cały czas brakowało stabilności. Oczywiście, warunki zrobiły swoje. Jak to powiedział Mistrz Olimpijski z 1980 r. – Toni Innauer – w skokach narciarskich „Jego Wysokość wiatr uwielbia zmieniać warunki o 180 stopni”. Po tym sezonie całkowicie się z nim zgadzam. Jednak zrzucanie całej winy na wiatr nie zawsze ma sens – nasi zawodnicy także popełniali błędy.

Tydzień później przenieśliśmy się do Engelbergu. To też jest „nasze” miejsce – podczas ery Horngachera Kamil Stoch w każdym sezonie stawał tu na podium. W 2018 r. dwa razy ta sztuka udała się także Piotrowi Żyle. Wcześniej wygrywali tu jeszcze Adam Małysz i Jan Ziobro. Chyba większości kibiców tak się marzyło, żeby właśnie tu nastąpił jakiś przełom, bo mimo tej wygranej w konkursie drużynowym – nie łudźmy się – indywidualnie cały czas byliśmy niespełnieni.

Jak się skończył pierwszy konkurs, wszyscy wiemy. Były to bez wątpienia pierwsze w pełni sprawiedliwe zawody i padły one łupem właśnie naszego Mistrza z Zębu. Ta wygrana naprawdę zaskoczyła – przed konkursem stawiali na niego nieliczni, a po nim Kamil urósł do rangi faworyta zbliżającego się już Turnieju Czterech Skoczni. Jednak po drodze był jeszcze niedzielny konkurs. I znowu, przyznaję to z bólem serca, było bardzo przeciętnie, a nawet to może za dużo powiedziane. Tylko dwóch Polaków w drugiej serii konkursu – zwycięzca z poprzedniego dnia – w pierwszej dziesiątce i Stefan Hula – w trzeciej.

To paradoksalne, ale właśnie ten nieudany konkurs w niedzielę stał się machiną napędową do działania jednego z naszych skoczków. Przynajmniej tak to wyglądało – do tego momentu był cieniem samego siebie z poprzedniego sezonu. A później? Dawid stał się królem.

Jeszcze przed inauguracją sezonu pytana o to, kto jest moim faworytem, odpowiadałam, że nie wiem, kto wygra Kryształową Kulę, ale będzie to życiowy sezon Dawida Kubackiego. Po Engelbergu już niemal nabierałam pewności, że moje przypuszczenia się nie sprawdzą.

Wtedy jednak przyszedł Turniej Czterech Skoczni… Gdy o tym myślę, dalej nie mogę uwierzyć. Zawodnik, który w pierwszych siedmiu konkursach zdobył 144 punkty, w następnych czterech zdobywa ich 300. W Święto Trzech Króli świętowaliśmy, że mamy Trzeciego w historii polskiego króla niemiecko – austriackiego turnieju – po Adamie Małyszu i Kamilu Stochu. To były chwile nie do opisania. Bez wątpienia wszystkie emocje potęgował jeszcze fakt, że wcześniej było po prostu jako tako. Gdybyśmy się tego spodziewali, nie cieszylibyśmy się aż tak.

Jakby komuś jeszcze było mało i ktoś by myślał, że Dawid miał po prostu szczęście, w następnych tygodniach wszystkie spekulacje zostały ucięte. Dwa trzecie miejsca w Predazzo i dwa zwycięstwa w Titisee – Neustadt nie pozostawiły nikomu wątpliwości. Nie zabrakło również głosów, że Dawid jest już „skazany na Kryształową Kulę” – w końcu wszyscy zawodnicy, którzy mogli cieszyć się taką passą miejsc na podium z rzędu, byli jej zdobywcami.

Nadeszło polskie święto narodowe, czyli skoki w Zakopanem. O ile w konkursie drużynowym wypadliśmy słabo, to indywidualnie najlepszy okazał się Kamil Stoch. Biało – czerwona kraina czarów stała się magiczna również w innym wymiarze. Żaden inny skoczek, poza Kamilem, nie wygrywał konkursów PŚ przez dziesięć kolejnych kalendarzowych lat. W dodatku zrobił to w miejscu tak bliskim jego sercu. O takim obrocie sprawy chyba nawet nikt nie śmiał marzyć. Dawid Kubacki także dołożył swoje trzy grosze i przedłużył swoją passę podium.

Skończyła się ona dopiero po pierwszym konkursie w Sapporo. Ze swoim dorobkiem dziesięciu podiów z rzędu, Dawid wskoczył na 3. miejsce w klasyfikacji wszechczasów. Lepszym dorobkiem mogą poszczycić się tylko Janne Ahonen i Peter Prevc. Już wydawało się, że Kryształowa Kula jest na wyciągnięcie ręki. Niestety, po wspaniałej passie Dawid nie stanął już na podium ani razu.

Za to gdybyśmy mieli stworzyć klasyfikację polskich podiów z rzędu, moglibyśmy dorzucić tu 3. miejsce Kamila w Willingen oraz wygraną Piotrka w Bad Mitterndorf – to kolejne zaskoczenie, choć wiedzieliśmy, że Piotrek lubi loty. I jakby nie patrzeć, takich zaskoczeń w tym sezonie było co nie miara.

Przez kolejne konkursy, aż do Raw Air, żaden Polak nie stawał na podium, ale nie można powiedzieć, że występy w zawodach były całkowicie nieudane. Nasza trójka zazwyczaj kończyła je w pierwszej dziesiątce. Za to w kolejnym konkursie drużynowym – tym razem w Oslo – znów wyszło nie najlepiej. Szóste miejsce dobitnie nam pokazało, jak bardzo nam brakuje tego czwartego do drużyny. Szukając pozytywów, w kolejnych zawodach Kamil Stoch stopniowo piął się w górę klasyfikacji Raw Air, po czym objął prowadzenie. Jego zwycięstwo w Lillehammer dawało nam nadzieję na to, że powalczy o wygraną w całym turnieju.

I wtedy przyszedł on… Niby każdy się go spodziewał, ale wszyscy mieliśmy nadzieję, że pozwoli nam przeprowadzić sezon do końca. Mimo usilnych starań ze strony organizatorów, pozostał całkowicie bezwzględny. Nie mieli wyjścia – musieli ustąpić.

To on – Koronawirus. Myślę, że wielu z nas mydliło sobie oczy i miało nadzieję, że mimo wszystko jakoś się uda to wszystko przeprowadzić. A po zakończeniu sezonu ogłoszonym w hotelu, powiedzmy sobie szczerze: wygrana Kamila w Raw Air była marnym pocieszeniem. Nawet zwycięzca klasyfikacji PŚ – Stefan Kraft – gdzieś zniknął w cieniu całej sytuacji. A z tych wszystkich pięknych chwil, których byliśmy świadkami, pozostała tylko świadomość, że Dawid stracił miejsce na podium w klasyfikacji końcowej w ostatnim konkursie. Przegrał o 9 punktów.

I tak, wszystko co piękne – tak, było pięknie i trzeba to jasno powiedzieć – zostało zabrane przez przedwczesne, dziwne zakończenie. Wygrana w dwóch najważniejszych turniejach, dwóch zawodników w czołowej piątce końcowej klasyfikacji PŚ, podium PŚ w lotach, drużynowe zwycięstwo w Klingenthal i podium w Wiśle, 16 indywidualnych podiów, w tym 7 zwycięstw. Oczywiście, nie ulega dyskusji, że sytuacja naszego zaplecza jest nieciekawa. Martwi forma pozostałych zawodników. Jeśli nic nie ruszy w tej kwestii, za kilka lat możemy być w poważnym kryzysie. Póki co jednak, możemy i powinniśmy pamiętać o tym, że nasi czołowi zawodnicy tworzą niesamowitą historię, co jest także zasługą trenera – dlatego Michal Doležal może zapisać ten sezon po stronie plusów.

strefa multimedialna

video dnia

sonda

Które zawody w minionym sezonie były - według Państwa - najlepsze?

strefa komunikacji

Newsletter

NEWSletter portalu SkokiEXRESS.pl to zbiór najważniejszych informacji z danego dnia, które wysyłamy do Państwa na pocztę e-mail. Zachęcamy do zarejestrowania swojego adresu e-mail, aby otrzymywać powiadomienia.

Facebook